Kategorie: Wszystkie | Chiny | Japonia
RSS
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Japonia, zakończenie

Czas zakończyć pisanie o Japonii. Dziękuję wszystkim, którzy w ostatnich tygodniach czytali mojego bloga.

Pierwsze dni w tym kraju były ciężkie bo trwała jeszcze pora deszczowa. Kolejne tygodnie wynagrodziły nam to jednak. Mimo wszystko warto było odwiedzić Japonię o tej porze roku, choćby ze względu na letnie festiwale matsuri. Może tylko, gdybym mógł to zaplanować jeszcze raz, pojechałbym tydzień później.

Żałuję, że tak mało czasu spędziliśmy w Kioto, polubiłem to miasto. Szkoda też, że nie pojechaliśmy na północ. Z tego jednak można by zrobić całą wyprawę i chyba lepiej zostawić to na następny raz. Może za kilka lat?

niedziela, 22 sierpnia 2010
W japońskim hostelu

Nasz pokój w hostelu Bola Bola

Nasz hostel w Kioto - Bola Bola - przypominał bardziej tradycyjny ryokan niż typowe hostele. Mieścił się w prywatnym domu, którego parter został zaadoptowany dla gości. Było to o tyle fajne, że mogliśmy naprawdę poczuć się jak mieszkańcy japońskiego domu. Nasz pokój wyłożony był matami tatami i zamykany przesuwnymi drzwiami fusuma. Poza niskim stolikiem nie mieliśmy żadnych mebli. Materace i pościel rozkładaliśmy na matach. W hostelu znajdował się też wspólny pokój, a w nim niski stół, przy którym siadaliśmy na rozłożonych poduszkach.

Wspólny pokój w Bola Bola

Pozostałe hostele, w których nocowaliśmy, były raczej nowoczesne. We wszystkich jednak, bez względu na wyposażenie, obowiązywały pewne reguły typowe dla japońskich domów. Przede wszystkim do środka nie można było wejść w butach. Buty zostawialiśmy przy wejściu, najczęściej w specjalnej szafce, a na ich miejsce zakładaliśmy klapki. W nich mogliśmy chodzić po całym hostelu z wyjątkiem toalet, bo tam w użyciu były klapki toaletowe.

Tak więc przed każdym wejściem do toalety musieliśmy zdjąć ogólnohostelowe klapki i założyć te drugie. Przy wyjściu pamiętać trzeba o zamianie w drugą stronę. Chodzenie w toaletowych klapkach po domu jest bardzo źle widziane. Na początku zdarzyło mi się kilka razy zapomnieć. Właściciel hostelu, który raz to zauważył, nic nie powiedział, ale wyglądał na bardzo zdegustowanego. Od tamtego czasu się pilnowałem.

Czasem zwyczaje związane z butami mnie irytowały. Na przykład w hostelu w Hiroshimie, gdzie żeby przejść do pralki, która znajdowała się na tarasie kilka metrów od naszego pokoju, musiałem po drodze zmieniać klapki. Nieprzyjemnie było w hostelu w Tokio, który był zresztą porażką pod wieloma względami, bo tam toaletowe klapki wyglądały jakby od dawna nikt ich nie czyścił.

Poza butami do środka nie wnosi się też parasoli. Na parasole czekał specjalny stojak przy wejściu. Podobnie było w sklepach. U nas tak pozostawione parasole pewnie po chwili ktoś by zabrał. W Japonii czekały bezpiecznie nawet przez cały dzień.

Więcej zdjęć z Japonii

Udało mi się wreszcie przejrzeć swoje zdjęcia z Japonii. Było ich przeszło 6 tysięcy. Wybrałem jeszcze kilkadziesiąt na dodatkową galerię na Picasie.

Większość z nich to fotografie ludzi z ulic Tokio. Jest także jeleń, który pożarł nam mapę w Narze. Jest więcej fotografii z plaży w Fukuoce oraz trochę zdjęć reklam czy napisów, które gdzieś zwróciły moją uwagę.

Link do galerii.

sobota, 21 sierpnia 2010
Koty ze wzgórza Hijiyama

Kot z Hijiyamy

Znalazłem zdjęcie tego kota w trakcie porządkowania fotografii. Zrobiłem je wieczorem na wzgórzu Hijiyama w Hiroshimie. Przechodziliśmy właśnie koło niewielkiej świątyni gdy nagle znikąd wypadł ten kot, podbiegł do mnie na odległość kilku metrów, po czym stanął jak wryty i położył się nie spuszczając ze mnie wzroku. Wyglądał na zdezorientowanego i zdenerwowanego. Jakby nie mógł się zdecydować czy podejść bliżej czy uciec. Siedział tylko nerwowo machając końcówką ogona i co chwilę się oblizywał.

Nie wiedziałem o co mu chodzi. Zrobiłem zdjęcie po czym poszliśmy dalej przez las. Po drugiej stronie wzgórza zagadka kociego zachowania wyjaśniła się. Napotkaliśmy kilkoro Japończyków otoczonych gromadką kotów. Okazało się, że miejscowi przychodzą tutaj by karmić żyjące w parku zwierzęta. Co chwilę podchodziła następna osoba z jedzeniem, zjawiały się też kolejne koty. Kot spod świątyni wybiegł więc na przeciw, jak mu się zdawało, posiłku, po czym zszokowany odkrył że coś jest nie tak.

Próbowałem poszukać w internecie czegoś na temat kotów z Hijiyamy, ale niewiele znalazłem. Dowiedziałem się, że owszem, w parku Hijiyama żyją bezdomne koty. Ktoś doliczył się ich trzydziestu, niektórzy radzą zabrać na spacer do parku kocią karmę. Skąd się tu wzięły i kiedy zaczęto je karmić, niestety nie udało mi się dowiedzieć.

środa, 18 sierpnia 2010
Japońskie pociągi

Shinkansen serii 500

Najbardziej z Japonii będzie mi chyba w Polsce brakować tamtejszych pociągów. Bardzo lubię ten środek lokomacji, ale w Polsce rzadko kiedy jazda pociągiem sprawia mi przyjemność.

Jazda shinkansenem czyli japońskim superekspresem, przypomina trochę latanie samolotem, ale bez prześwietleń bagażu, kolejek do odprawy i wszystkich innych uciążliwości związanych z lotem. Podobne wrażenia miałem z jazdy chińskim maglevem, ale tam był to stosunkowo krótki odcinek. W Japonii wsiada się do pociągu i po kilka godzinach jazdy z prędkością dochodzącą do 300 km/h wysiada się pół kraju dalej.

Shinkansen wewnątrz
Bardzo wygodnym rozwiązaniem jest Japan Rail Pass. Dzięki JRP, na pociągi lokalne i pośpieszne, gdzie nie ma miejscówek, nie musieliśmy w ogóle kupować biletów. W expresach oraz shinkansenach także jest zawsze kilka wagonów, w których nie ma rezerwacji miejsc. Aby jednak jechać wygodnie chodziliśmy zwykle do kasy i tam po okazaniu JRP dostawaliśmy miejscówki.

JRP daje prawo do przejazdów wszystkimi pociągami Japan Railways z wyjątkiem najszybszego z superexpresów - Nozomi. Tym jednak przejechaliśmy się też raz nieświadomie. Jechaliśmy wtedy z Osaki do Kioto. Jazda shinkansenem z jednego miasta do drugiego trwa zaledwie kilkanaście minut, nie zdecydowaliśmy się więc na rezerwację miejsc. Zajęliśmy miejsca w pierwszym shikansenie jaki się nadarzył, w wagonie bez miejscówek. Nazwa Nozomi zwróciła moją uwagę, bo przypomniało mi się, że coś wcześniej czytałem na temat JRP i tych pociągów. Po dokładnym przestudiowaniu regulaminu odkryłem, że nie mamy prawa jechać Nozomi. To jeden z najdroższych pociągów na świecie, więc reszta podróży upłynęła nam w sporym stresie.

Shinkansen Hikari RailStar
Klas shinkansenów jest znacznie więcej. Różnią się między sobą maksymalną prędkością oraz liczbą stacji na których się zatrzymują.

We wszystkich japońskich pociągach jakimi jechałem nie było przedziałów. Cały wagon był otwarty. Siedzenia zwykle były odwracane, to znaczy że można je było obrócić o 180 stopni, albo uzyskać podobny efekt po przesunięciu oparcia. Było to dość fajne, bo zwykle podróżowaliśmy we trzech i dzięki temu rozwiązaniu zawsze mogliśmy siedzieć razem.
Pociąg pospieszny linii Nara

Sieć kolei jest bardzo gęsta, szczególnie w większych miastach i wokół nich. Stacje kolejowe są dobrze zintegrowane z miastem, łatwo do nich dotrzeć, albo przesiąść się z nich do metra czy tramwaju. Sieci Japan Railways uzupełniają prywatni przewoźnicy. Bywa że w jednej aglomeracji funkcjonuje kilka niezależnych sieci kolei miejskiej. Czasem bywało to mylące. Było tak w Tokio, gdzie na wspólnej stacji kupiliśmy raz bilet do tokijskiego metra, a potrzebowaliśmy biletu do sieci Toei. Na pierwszy rzut oka bilety wyglądają identycznie, ale bramka Toei nas nie wpuściła. Pojechaliśmy w końcu inną trasą metrem.

W samym Tokio zresztą korzystaliśmy najczęściej z Japan Railways. Koleje nie mają tak gęstej sieci jak metro, ale z JRP nie musieliśmy dodatkowo płacić, a okrężną linią Yamanote mogliśmy dojechać do większości interesujących nas miejsc.

Pociąg lokalny linii Nikko
Na japońskie dworce można wejść wyłącznie z wykupionym biletem albo z Japan Rail Pass. Dzięki temu właściwie nie istnieje problem osób włóczących się po dworcu czy bezdomnych.

Japończycy na długo przed przyjazdem pociągu ustawiają się w kolejki do nich. Pociągi zatrzymują się w ten sposób, że zawsze wiadomo w którym miejscu otworzą się drzwi.

Wnątrze pociągu lokalnego linii Nikko
Wbrew temu co słyszałem i czytałem o japońskich pociągach, zdarzają się spóźnienia. W przypadku pociągów lokalnych mogą być one nawet dość duże. Zawsze są to jednak spóźnienia z ważnego powodu. W pociągu linii Yamanote w Tokio, na ekranie informacyjnym ukazywały się informacje o opóźnieniach na innych liniach oraz przyczynach tych opóźnień (np. wypadek albo awaria po uderzeniu pioruna).

Pociąg pospieszny w Kagoshimie
Nie spotkałem się z sytuacją żeby spóźnił się shinkansen, choć słyszałem od napotkanych Polaków historię o takim spóźnieniu. Nie pamiętam już dokładnie co było powodem. Zdaje się jednak, że zdarzyło się to jeszcze w czasie pory deszczowej Tsuyu, gdy w Japonii wylewały rzeki.

Manga i Anime

Fragment billboardu z mangowym motywem

Fanem japońskiego komiksu i animacji jestem już od dobrych kilku lat. W czasie mojego pobytu w Japonii nie mogło więc zabraknąć poszukiwań związanych z tym hobby. Nie musiałem się jednak bardzo wysilać, bo mangę w Japonii można znaleźć właściwie wszędzie. Japończycy czytają komiksy w metrze, a w zwykłych spożywczych sklepach znajdują się półki z mangami, tak jak u nas są wystawiane gazety. Cześć z tego w postaci magazynów, w większym formacie i na słabszym, gazetowym papierze.

Jeden z takich magazynów miałem okazję przejrzeć dokładnie w czasie oczekiwania w automatycznej pralni. W miejscu w którym u nas można byłoby znaleźć co najwyżej kolorowe magazyny dla pań, tam była właśnie manga. Magazyn zawierał kilkanaście niepowiązanych ze sobą historii o zróżnicowanej tematyce. Od opowieści samurajskiej, przez coś co uznałem za historie obyczajowe, ale czego fabuły, bez znajomości znaków kanji, nie byłem w stanie śledzić, po dość ostrą historię erotyczną.

Na czas naszego pobytu w Tokio planowaliśmy zwiedzanie muzeum Studia Ghibli. Niestety wizyta nie doszła do skutku, co moim zdaniem było jedną z większych porażek naszego wyjazdu. Nie doceniliśmy popularności tego muzeum. Studio Ghibli to słynne studio animacji znane między innymi z oskarowego "Spirited Away: W krainie bogów" (Sen to Chihiro no kamikakushi). Bilety do muzeum należy zarezerwować z dużym wyprzedzeniem na konkretny dzień i godzinę. Na tydzień przed było już za późno. Niepotrzebnie zamarudziliśmy na początku. Rezerwacje trzeba było zrobić zaraz po przyjeździe do Japonii. Można tego dokonać w specjalnych automatach, dostępnych w sklepach sieci Lawson, według zamieszczonej w sieci instrukcji.

Marnym pocieszeniem była wizyta w muzeum mangi w Kioto. Miejsce to było właściwie tylko ogromną czytelnią, gdzie można było przejrzeć lub przeczytać jedną z tysięcy zgromadzonych tam mang.

Lepiej poszło z poszukiwaniem pamiątek związanych z mangą i anime. Prawdziwą kopalnią skarbów była Akihabara. Sklepów z gadżetami związanymi z tym hobby były tam dziesiątki. W dzielnicy Kanda natomiast, wśród antykwariatów, znaleźliśmy jeden który specjalizuje się właśnie w mangach. Jeden tom kosztował tam 200-300 jenów, znacznie taniej niż w księgarniach. Antykwariat pękał w szwach od nagromadzonych mang. Część zbiorów poukrywana była po różnych szafach. Dlatego warto było zapytać sprzedawcę o konkretną serię, a to czego nie było widać, znalazło się gdzieś zaszyte.

sobota, 14 sierpnia 2010
Filmy z Hanabi Taikai

Wybrałem kilka filmów z festiwalu fajerwerków i właśnie załadowałem je na youtube. Oglądając filmy mogłem wrócić na chwilę do festiwalu. Hanabi Taikai to był pierwszy moment kiedy naprawdę dobrze poczułem się w Tokio. Szkoda, że był to ostatni wieczór. Gdyby było ich więcej polubiłbym to miasto.

Filmy mają kilka mankamentów, za co przepraszam. Przeszkadzał budynek, przed którym siedzieliśmy. Mój aparat, także niestety, nie jest stworzony do kręcenia filmów.

Pierwszy film:

Drugi:

I trzeci:

środa, 11 sierpnia 2010
Zdjęcia z Tokio

Zapraszam do oglądania ostatniej galerii z Tokio. W ostatnim dniu w stolicy Japonii, zanim rozpoczął się festiwal fajerwerków, jeździłem trochę po mieście robiąc zdjęcia. Sporo szczęścia miałem pod świątynią Meiji, w której natknąłem się na shintoistyczny ślub.

środa, 04 sierpnia 2010
Hanabi Taikai

W ostatnią sobotę lipca każdego roku, na brzegach rzeki Sumida w Tokio, odbywa się festiwal Hanabi Taikai. Jest to przede wszystkim ogromny pokaz fajerwerków, z tym że inaczej niż u nas, nie ma on ustalonego programu. Na festiwalu występują różne rywalizujące ze sobą grupy pirotechniczne. To co pokażą zależy od nich, a każda stara się przyćmić pozostałe.

Pokazy odbywają się w dwóch różnych miejscach w dzielnicy Asakusa. Jedno z nich znajdowało się zaledwie około kilometra od naszego hostelu.

Już na kilka godzin przed festiwalem wygląd ulic zaczął się zmieniać. Wszędzie widać było ogromne masy ludzi zmierzające powoli w kierunku miejsca pokazu. Sprzedawcy wynieśli swój towar przed sklepy, oferując na zaimprowizowanych stoiskach lodowate piwo i napoje oraz gorące przekąski. Bardzo wiele spośród Japonek na czas festiwalu założyło piękne, tradycyjne yukaty.

Po długim marszu w tłumie ludzi dotarliśmy wreszcie w okolicę miejsca pokazu. Tu zgromadziły się już tłumy Japończyków, którzy niecierpliwie czekali na zamknięcie ulic. Niemal wszyscy trzymali w rękach kocyki albo folie, które zamierzali rozłożyć na ulicy. Kilkukrotnie tłum ruszył przed siebie próbując zająć przed czasem ulicę. Krzykami interweniowali wówczas policjanci.

W nicierpliwym oczekiwaniu na zamknięcie ulic

W pewnym momencie ulica została zamknięta i ludzie rzucili się na nią zajmując miejsca dla siebie. Chodziło chyba o to, żeby miejsce było jak najlepsze i żeby było z niego dużo widać, bo nawet kiedy wszyscy już usiedli, to sporo wolnej przestrzeni pozostało.

Po zajęciu miejsc Japończycy uspokoili się i rozpoczęli wielki piknik na środku ulicy. Wszyscy wokół pili piwo, albo jedli zdobyte wcześniej przekąski. Niektórzy spali na swoich kocykach, inni grali w karty, a pozostali umilali sobie czas rozmową.

Japończycy podziwiają fajerwerki

Kiedy rozbrzmiały pierwsze wybuchy okazało się, że wybraliśmy fatalne miejsce. Nic nie było widać, pokaz był całkowicie zasłonięty przez wysoki budynek. Przeszliśmy dwieście metrów dalej i tam bez problemu znaleźliśmy miejsce z którego widzieliśmy fajerwerki. Widok odrobinę tylko przesłaniał szczyt fasady budynku, ale nie na tyle, żeby był to poważny problem.
Fajerwerki

Po szczególnie pięknych fajerwerkach Japończycy bili brawa. Spędziliśmy wśród nich blisko godzinę, podziwiając sztuczne ognie. Wszystkie ulice w całej okolicy były pozamykane dla samochodów, więc nie było trudno wrócić do hostelu. Organizacja była świetna. Policjanci utrzymali na przykład, pośród całego tego siedzącego tłumu, wydzielone pasy ruchu dla karetek. Mosty były jednokierunkowe. Ruchem zarządzały setki policjantów.

Galeria zdjęć z Hanabi Taikai.

wtorek, 03 sierpnia 2010
Shintoistyczny ślub

KapłaniW sobotnie popołudnie, w świątyni Meiji natknąłem się przypadkiem na shintoistyczny ślub.

Na czele orszaku szła grupa kapłanów i kapłanek. Za nimi młodzi, w tradycyjnych japońskich strojach ślubnych, skryci pod ogromnym bambusowym parasolem.

Orszak ślubny

Grupa przeszła powoli przez świątynny dziedziniec w niemal zupełnej ciszy.

Młodzi

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
stat4u