Kategorie: Wszystkie | Chiny | Japonia
RSS
środa, 21 lipca 2010
U stóp Sakurajimy

SakurajimaKagoshima ulokowana jest u stóp aktywnego wulkanu - Sakurajimy. Miasto i wulkan rozdziela kilkukilometrowy pas morza. Wulkan znajdował się niegdyś na wyspie, ale po erupcji lawy w 1914 roku zamieniła się ona w półwysep. Mimo zagrożenia ze strony wulkanu, wybrzeża Sakurajimy są zamieszkane.

Nasz hostel znajdował się w okolicach stacji shinkansenów Kagoshima-Chuo. Żeby dostać się na Sakurajimę musieliśmy przejechać najpierw na stację Kagoshima. Stamtąd było już blisko do przystani promów. Koszt przejazdu promem w jedną stronę to 150 jenów.

Z przystani na Sakurajimie wyruszyliśmy na południe, do parku Yogan Nagisa. Na brzegach morza znajdują się tam pola zastygłej lawy. Trzykilometrowa trasa prowadzi wzdłuż brzegów morza, wśród niezwykłych, wyglądających jak poszarpane skał.

Pola zastygłej lawyDotarliśmy do punktu obserwacyjnego Karasujima. Jego nazwa wzięła się od małej wysepki, która niegdyś znajdowała się w tym miejscu, po czym została pochłonięta przez lawę w 1914, stając się w ten sposób częścią Sakurajimy.

Na całym półwyspie pełno było wulkanicznego pyłu. Zalegał on nawet na chodnikach. Z okolic wulkanu prowadzą oznaczone szlaki ewakuacji. Po drodze mijaliśmy też betonowe schrony wybudowane na wypadek erupcji.

Po południu wróciliśmy do Kagoshimy, a po obiedzie wyjechaliśmy stamtąd do Hiroshimy.

Galeria zdjęć.

wtorek, 20 lipca 2010
Filmy z Gion Matsuri

Na chwilę wrócę jeszcze do Kioto i festiwalu Gion Matsuri. Na początek stoisko na którym przygotowywano okonomiyaki:

Japończycy modlący się przed świątynią:

Scena, na której odbywały się tradycyjne tańce:

 

Wieczór w Kagoshimie

Wulkan Sakurajima i KagoshimaDo Kagoshimy dojechaliśmy shinkansenem Tsubame. Nie całą drogę jednak pokonaliśmy w ten sposób.

Linia shinkansenów na Kiusiu jest jeszcze częściowo w budowie. Z Fukuoki wyjeżdża więc specjalny pociąg Relay Tsubame, który dojeżdża do Shin-Yatsushiro, gdzie linia expresów jest już gotowa. Pociągi stoją na jednym peronie, na sąsiednich torach, a podróżni mają trzy minuty żeby się przesiąść. Cała podróż trwa dwie i pół godziny.

Wieczorem znaleźliśmy jeszcze chwilę, żeby rozejrzeć się po Kagoshimie. Nad miastem właśnie zachodziło słońce i mieliśmy trochę czasu by przyjrzeć się Sakurajimie, aktywnemu wulkanowi, który góruje nad Kagoshimą.

Ranek i popołudnie w Fukuoce

Fukuoka - widok z wieży na miastoOstatni dzień w Fukuoce rozpoczęliśmy od zwiedzania świątyni Kushida w centrum miasta. Pojechaliśmy później do Fukouka Tower i wjechaliśmy na platformę widokową, z której roztacza się piękny widok na miasto i zatokę.

Pozostałą część dnia spędziliśmy na plaży. Która była dzisiaj niemal zupełnie pusta. Bardzo przyjemnie było popluskać się w ciepłym morzu. Piasek był tak gorący, że nie sposób było po nim chodzić.

Po piętnastej opuściliśmy Fukuokę i udaliśmy się do Kagoshimy.

Galeria zdjęć z ostatniego dnia w Fukuoce.

poniedziałek, 19 lipca 2010
Dazaifu

Świątynia Dazaifu TenmanguDzisiaj się rozdzieliliśmy i każdy spędzał dzień samodzielnie. Ja pojechałem do Dazaifu, niewielkiego miasteczka pod Fukuoką. Dostałem się tam pociągami prywatnej linii Nishitetsu. Jej dworzec znajduje się w Fukuoce w dzielnicy Tenjin. W drodze przesiadałem się na stacji Futsukaichi.

Choć miasteczko jest niewielkie, to jest tu ulokowane ogromne Muzeum Narodowe Kiusiu. Jest to związane z bogatą historią Dazaifu, które w przeszłości było stolicą guberni.

Zwiedziłem muzeum, z ekspozycjami poświęconymi historii Kiusiu. Byłem też w świątyniach Komyozenji i Dazaifu Tenmangu. Przy tej pierwszej znajduje się piękny kamienny ogród. Potem opuściłem centrum miasta i udałem się na zachód. Odwiedziłem tam kilka innych świątyń, między innymi Kanzeonji z zachowanym dzwonem z ósmego wieku.

Okolica w tym miejscu zupełnie się zmieniła. Właściwie nie przypominało to już miasta, ale bardziej wieś z polami ryżowymi. Miasteczko jest bardzo dobrze oznakowane. Drogowskazy do atrakcji turystycznych znajdują się właściwie wszędzie. Gdyby nie to byłoby dość ciężko. Wąskie uliczki tworzyły prawdziwy labirynt.

Potem wyszedłem w ogóle poza miasto, do lasu i na wzgórza. Po około trzydziestu minutach znalazłem się na szczycie, na którym znajdowały się pozostałości jakiejś świątyni. Poszedłbym i dalej, ale szlak był zamknięty, być może z powodu osuwiska.

Wracając, trafiłem jeszcze do świątyni Hie, położonej nieopodal Komyozenji. Nie ma jej w przewodnikach, ale poszedłem tam bo bardzo spodobała mi się droga do niej. Niewielka świątynia znajduje się wśród ogromnych drzew, na zboczu wzgórza.

Galeria zdjęć z tego dnia.

niedziela, 18 lipca 2010
Fukuoka

Football plażowyOd wczoraj jesteśmy w Fukuoka - największym mieście wyspy Kiusiu, na południu Japonii.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy dzisiaj od Robosquare w okolicach Fukuoka Tower na zachodzie miasta. Można tam po prostu pobawić się robotami. Niektóre są naprawdę fajne, nie ma ich tu jednak wiele. Od wystawy dużo większy jest sklep, gdzie można kupić zrobotyzowane zabawki. Na wystawie najfajniejszy był robot, który rozpoznawał głos i usiłował odpowiadać.

Po wizycie w Robosqure poszliśmy na brzeg morza. W parku Seaside Momochi znajduje się ogólnie dostępna plaża. Jest jednak bardzo różna od polskich, a to dlatego, że Japończycy się nie opalają. Tu im jaśniejsza skóra tym piękniejsza, więc dziewczyny chodzą po plaży w ubraniach zakrywających nawet ręce. Widziałem grupę dziewcząt, która kąpała się w morzu w sukienkach.

Scena na plażyMiejsce było jednak bardzo przyjemne. Trafiliśmy na turniej miejscowej odmiany footballu plażowego. Poza tym na scenie odbywały się jakieś występy.

Japończycy na plażę wchodzili boso, zdejmując wcześniej buty. Większość z nich pozostawała przy tym w skarpetkach.

Gdy już wychodziliśmy z plaży dorwała nas ekipa lokalnej telewizji z Fukuoki. Gdybym wiedział jak będzie wyglądał ten wywiad pewnie bym się nie zgodził. Odpowiadał głównie Michał, ponieważ dużo lepiej zna japoński. Pan z telewizji był bardzo wścibski. Grzebał mi w plecaku, bo widzów najwyraźniej interesuje co też biali w nich noszą.

Ten biały miał akurat robota-zabawkę z Robosquare. Robot został pokazany w telewizji, tak samo jak wybrane zdjęcie z mojego aparatu i biała skóra Michała. Reporter próbował nucić Chopina, gdy mu powiedzieliśmy, że jesteśmy z Polski. I mieliśmy robić to samo, co w moim przypadku najlepiej nie wyszło. Melodia zresztą zdecydowanie nie była Chopina.

Po udzieleniu wywiadu pojechaliśmy do centrum miasta. Błądziliśmy chwilę jego ulicami. Poszliśmy pod świątynie Jotenji i Shofukuji. Obydwie były jednak dzisiaj zamknięte. Potem pojechaliśmy na wyspę Nakasu, na której znajduje się dzielnica rozrywki Fukuoki. Poszliśmy między innymi do salonu gier. Potem zjedliśmy na obiad ramen. Podobno w Fukuoce jest najlepszy. Mi jakoś szczególnie nie pasował. Zapewne kwestia wyboru baru.

Przed wieczorem pojechaliśmy jeszcze do parku Nishi. Z tamtejszych wzgórz rozciąga się niezły widok na zatokę. Jest to też miejsce, w którym Japończycy odpierali niegdyś mongolskie inwazje. Pierwszą udało im się odeprzeć. Za drugim razem pomógł im tajfun, który zmiótł mongolską flotę. Japończycy nazwali to kamikaze (boski wiatr).

Galeria zdjęć z tego dnia.

sobota, 17 lipca 2010
Ostatni dzień w Kioto

Zamek NijoDzisiaj opuściliśmy Kioto. Zanim to jednak nastąpiło zwiedziliśmy Zamek Nijo, później zaś udaliśmy się pod Pałac Cesarski. Tego ostatniego jednak nie widzieliśmy od środka, bo aby go zwiedzać trzeba otrzymać pozwolenie i umówić się na konkretny dzień.

Po południu byliśmy jeszcze w Międzynarodowym Muzeum Mangi. Moim zdaniem nic szczególnego. Była to właściwie ogromna kolekcja mang do przeglądania i czytania na miejscu. Znacznie ciekawsza była ekspozycja czasowa, za którą zapłaciliśmy dodatkowo. Obejrzeliśmy na niej kolekcję lalek i figurek, od najstarszych, po te współczesne, prezentujące postacie z mang i filmów.

Potem zjedliśmy jeszcze świetny smażony makaron, po czym odjechaliśmy shinkansenem do Fukuoki.

Galeria zdjęć z dzisiejszego dnia.

Dodatkowo:


  • kilka zdjęć z pierwszego dnia w Kioto,
  • i shinkanseny na dworcu w Kobe.
piątek, 16 lipca 2010
Gion Matsuri

Samurajowie na Gion MatsuriPo południu udaliśmy się pod świątynię Yasaka, gdzie odbywa się właśnie coroczny festiwal Gion-Matsuri. Finalny pochód, który odbędzie się jutro, niestety opuścimy. Jednak także dzisiaj warto było to zobaczyć.

Tłumy Japończyków i Japonek, często w tradycyjnych strojach przybywa by się pomodlić, ale też by bawić się. Wokół świątyni rozłożono masę straganów z przekąskami. Powstała specjalna scena, na której można było oglądać teatr i taniec. W pewnym momencie na miejsce wmaszerowała grupa samurajów.

Po zmroku przebywało tam setki ludzi, a kolejne napływały jeszcze ulicą Keihan-Shijo, zamienioną w ogromny deptak.

Galeria zdjęć.

Nara

Nara jest niewielkim miastem położonym na południe od Kioto. W odległej przeszłości, jeszcze przed Kioto, przez pewien czas była stolicą Japonii. Słynie przede wszystkim z ogromnego posągu Buddy.

Daniele z NaryTrasę z Kioto do Nary pociąg pospieszny pokonuje w 40 minut. Większość atrakcji znajduje się na wschód od centrum, w Parku Nara. Położonych jest tu kilka świątyń, żyją tu także setki półdzikich danieli. Włóczą się one po całym parku, a nawet wychodzą na ulice miasta, kompletnie nie bojąc się ludzi. Można je karmić specjalnymi ciasteczkami, kupowanymi za 150 jenów.

Nasze pierwsze spotkanie z danielami było niefortunne. Jeden z danieli, zawiedziony brakiem ciasteczek, pożarł zdobytą chwilę wcześniej mapę. Mam nadzieję, że mu nie zaszkodziło. Widziałem później, że te daniele jadły korę drzew, więc pewnie nie. Szkoda też nie była wielka, dzięki czytelnym drogowskazom i drugiej mapie przywiezionej wcześniej z Kioto.

W Narze zwiedziliśmy najpierw świątynię Kasuga, z ogromnym tysiącletnim drzewem. Świątynia jest bardzo piękna, zbudowana delikatnie i harmonijnie. Stanowiło to duży kontrast ze świątynią Todaiji, do której udaliśmy się później. Ta była po prostu monumentalna, z gigantyczną bramą. Nie może być jednak inaczej, gdyż kryje ona 16-metrowy posąg Buddy. Tu w przeciwieństwie do buddyjskich świątyń w Chinach, swobodnie można było robić zdjęcia.

Na koniec udaliśmy się jeszcze pod pagodę To-Kondo, a później z powrotem do Kioto.

Galeria zdjęć.

czwartek, 15 lipca 2010
Osaka

Zamek OsakaNa dzisiaj wybraliśmy wyjazd do Osaki. Wydawało się to najbardziej sensownym wyborem na dzień, który znów rozpoczął się od deszczu. Osaka jest wielkim i nowoczesnym miastem z dużymi dzielnicami handlowo-rozrywkowymi i mieliśmy tam większy wybór, w wypadku gdyby lało cały dzień.

Tymczasem jednak po wyjeździe z Kioto zaczęło się rozpogadzać, a tuż po południu pojawiło się słońce. Pojechaliśmy shinkansenem na stację Shin-Osaka, a stamtąd po krótkim błądzeniu (bo początkowo wydawało nam się, że już jesteśmy w centrum) na główną stację Osaka (gdzie jednak Shinkanseny się nie zatrzymują).

Na początek wjechaliśmy na wieżowiec Umeda Sky Building. Na wysokości 173 metrów znajduje się tam platforma widokowa, z której podziwiać można panoramę Osaki. Potem pojechaliśmy okrężną linią JR (przebiegającą wokół Osaki) w okolice miejscowego zamku. W parku który rozciąga się wokół niego, spędziliśmy pozostały czas, aż do momentu gdy pogoda znów się popsuła i nad Osakę nadciągnęła burza.

Galeria zdjęć.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
stat4u