Kategorie: Wszystkie | Chiny | Japonia
RSS
czwartek, 15 lipca 2010
Sagano, Zachodnie Kioto

Nasz japoński pokójTego dnia wyprowadziliśmy się też z hostelu w okolicach dworca i wprowadziliśmy do hostelu Bola Bola, na zachodzie Kioto, w dzielnicy Sagano.

Nowy hostel jest super. O ile pierwszy przypominał hostele europejskie to drugi mieści się w zwykłym japońskim domu. Pokoje wyłożone są matami tatami. Nie ma łóżek, pościel rozkłada się na macie. Przed wejściem do toalety należy zdjąć normalne kapcie (konieczne w japońskim domu) i założyć specjalne łazienkowe. Właściciele mieszkają na piętrze, na parterze znajdują się pokoje gości.

Pewnym minusem wydawała się odległość od centrum. Ale to też nie jest problemem. Niedaleko od hostelu znajduje się stacja JR Uzumasa, z której na centralny dworzec Kioto jedzie się mniej niż 10 minut. Poza tym, tuż obok, są jeszcze stacje kolejki miejskiej.

Dzielnica jest jak osobne miasteczko. Znajduje się tu wszystko co potrzebne mieszkańcom. Jest tu kilkadziesiąt sklepów i małych restauracji. Domy są niskie i skupione wokół wąskich uliczek. I prawie każdy ma piękny, choć mały ogródek. Dzielnica pocięta jest liniami kolejowymi. Jest normalna kolej JR, ale też kilka linii tramwajowych. Linie tramwaje tutaj w ogóle nie biegną ulicami, ale mają osobne trasy. Co więcej na skrzyżowaniach torowisk i ulic znajdują się zapory, jak na przejazdach kolejowych.

Most TogetsuPóźne popołudnie spędziliśmy na zachodzie Kioto, w okolicach stacji JR Saga Arashiyama. Przeszliśmy pod świątynię Nomiya, potem przez bambusowy las, do parku Kameyama. Bardzo piękna okolica. Dalej wzdłuż rzeki Katsura, po ostatnich deszczach bardzo wzburzonej, do mostu Togetsu. Następnie wróciliśmy w okolice swojego hostelu.

Na kolację poszliśmy do baru okonomiyaki Tokayaki, polecanym przez nasz hostel. Okonomiyaki tutaj było naprawdę pyszne, jeszcze lepsze od tego zjedzonego wczoraj na dworcu. Wprowadziliśmy tylko niewielką modyfikację do specjalności zakładu, prosząc o wieprzowinę zamiast ośmiornicy. Przy wejściu do drugiego pokoju w barze, musieliśmy zdjąć buty, jak w zwykłych japońskich domach. Siedzieliśmy na matach przy niskich ławach, a rodzina prowadząca bar bardzo się nami przejęła. Patrzyli na przykład czy na pewno radzimy sobie z pałeczkami.

Galeria zdjęć.

środa, 14 lipca 2010
Fushimi Inari

Fushimi InariPogoda w Kioto niestety fatalna. Trochę popsuło nam to plany, ale nie do końca. Postanowiliśmy mimo wszystko nie marnować czasu i coś zwiedzać. Pominęliśmy jednak na razie zabytkowe centrum, pozostawiając je na później, a pojechaliśmy na południe miasta do chramu Fushimi Inari.

Fushimi Inari to świątynia Inari, bogini ryżu i rolnictwa. Znajduje się nieopodal stacji kolejowej Inari, przy drodze do Nary.

Jeden z wielu lisówWokół świątyni na wzgórzu Inariyama rozciąga się czterokilometrowa aleja czerwonych bram torii. Znajduje się tu także nieliczona liczba posągów lisów, które były uważane za wysłanników bogów.

Zwiedzanie rozpoczeliśmy w drobnym deszczu. W połowie drogi deszcz zamienił się w ulewę, a potem rozpętała się burza. Po zboczach Inariyamy spływały potoki wody i unosiły się obłoki mgły.

Na stację kolejową wróciliśmy około pierwszej, a potem czekaliśmy długo, bo pociągi lokalne były opóźnione (być może z powodu burzy) o przeszło godzinę. Tak, w Japonii też się to zdarza. Choć chyba tylko pociągom lokalnym.

Galeria zdjęć z Fushimi Inari.

wtorek, 13 lipca 2010
Przyjazd do Kioto

Drugi lot miałem nowym A330. Było nieźle, lepiej niż u Niemców z Lufthansy, poza jednym mankamentem. Samolot miał system rozrywki dla pasażerów: filmy i proste gry komputerowe do wyboru na ekranach umieszczonych przy siedzeniach.

System ten był oparty na jakimś Linuksie i co pewien czas się wykrzaczał. Raz zdawało się nawet, że wpadł w cykliczny restart, z którego już nie wyjdzie. Było to nawet zabawne, gdy załoga wydawała polecenia, aby niczego nie wciskać w czasie restartu.

Lot był też jednak bardzo długi. Po kilku godzinach miałem dość, a cała podróż trwała około dziewięciu i pół godziny.

Formalności na granicy japońskiej trwały właściwie chwilę. Zostaliśmy wypytani, czy nie wwozimy aby "bad drugs" po czym nas wpuścili. Zaraz potem na lotnisku Narita wylegitymowali nas policjanci. Jak się później okazało, jakaś szkoła policyjna czy coś podobnego miała takie zajęcia praktyczne. Szukali obcokrajowców a potem ich spisywali. Ale tego dowiedzieliśmy później, od drugiej napotkanej pary. Pierwsza "kontrola" troszeczkę nas zszkowała.

Potem wymieniliście vouchery na bilety JRP. Bez żadnych problemów, pani w biurze Japan Railways była bardzo miła, wyszukała nawet dla nas miejscówki na pociąg do Kioto. Pół godziny po lądowaniu na Naricie mieliśmy już bilety kolejowe i rozpisany dokładnie plan podróży.

Pojechaliśmy najpierw pociągiem z Narity na dworzec Shinagawa. W pociągu przysiadł się do nas starszy pan, który próbował rozmawiać z nami po francusku i angielsku oraz ze wszystkich sił chciał być pomocny. Pokazał najpierw jak odwrócić siedzenie o 180 stopni, żebyśmy mogli usiąść naprzeciw siebie. Potem opowiadał o tokijskich stacjach kolejowych i różnych szczegółach wypisanych na biletach. Mówił też trochę o sobie, a tym jak był we Francji cztery raz, raz na jakiejś czterdziestodniowej pielgrzymce.

Wnętrze ShinkansenaNa Shinagawa przesiedliśmy się do ekspresu (Shinkansena) do Kioto. Pociągi tutaj są niesamowite. Niemal pusty ekspres zawiózł nas do Kioto w niecałe trzy godziny. Dojechał punktualnie.

W drodze podziwiałem japońskie krajobrazy, ale ponieważ po nocy w Warszawie i samolotach byłem już koszmarnie zmęczony, więc przez większą część drogi przysypiałem. Droga była dla mnie ciągiem urwanych obrazów. Para dzieci w szkolnych mundurkach pod jednym wielkim parasolem, przystań łodzi rybackich, mgła unosząca się nad górami, fabryki i miasteczka. Część zabudowań na wsi z tradycyjnymi podkręconymi dachami. Wśród zabudowań czasem niewielkie świątynie. Miasta zabudowane bardzo ciasno. Co mnie jednak zdumiało nie ma tu wielu wysokich budynków.

Kioto przywitało nas deszczem. Z czasem zrobiło się jeszcze gorzej. W tej chwili za oknem leje jak z cebra. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej, na tyle przynajmniej żebyśmy zdołali stąd wyjść.

Na kolację zjedliśmy pyszne okonomiyaki, w zakątku restauracji, na IX piętrze dworca kolejowego.

Do hostelu nie można wchodzić w butach. Zostawiamy je przy wejściu i wkładamy specjalne klapki.

Na miasto na razie zabrakło sił. Wygląda ciekawie, mniejsze uliczki są ciasne z drewnianą zabudową. Przy domach czasem buddyjskie ołtarzyki. Na każdym rogu przynajmniej jeden automat z napojami. Automatów w ogóle jest pełno, ale mieliśmy problem ze znalezieniem bankomatu. Udało się w końcu, ale nie w obok banku, ale w lokalnym sklepie Seven Eleven.

Lotnisko Szeremietiewo

Lotnisko Szeremietiewo, niemal połowa podróży. Nocleg w Warszawie był dość ciężki. Nasz hostel okazał się znajdować przy skrzyżowaniu ruchliwych ulic. Nie było klimatyzacji, a przy otwartych oknach co chwilę budziły nas ryczące motocykle i samochody. Na dodatek mieli awarię prądu i nie było zasilania w kontaktach. Z tego powodu nie mogłem nic napisać w niedzielę. Nigdy więcej hostelu Tamka.

Potem męcząca jazda w korkach na lotnisko, długie oczekiwanie i wreszcie lot. Jestem pozytywnie zaskoczony Aeroflotem. Miła obsługa, dobre jedzenie (lepsze niż w Lufthansie na krótkich dystansach) i nowy A320.

Trochę zamieszania było na samym lotnisku, bo tu nie można tak po prostu przejść z terminala na terminal. Zorganizowali wszystkich przesiadkowiczów w grupę i poprowadzili okrężnymi korytarzami do autobusu. Potem przewieźli nas na właściwy terminal. Raz jeszcze przeszliśmy kontrolę bezpieczeństwa i dopiero nas wypuścili. Teraz czekamy na kolejny samolot. Terminal jest w budowie (lub remoncie) i prawie wszystko tu jest pozamykane. Czas mija przez to bardzo powoli. Jest Internet, ale płatny, ten wpis opublikuję więc pewnie dopiero z Tokio.

sobota, 10 lipca 2010
Spakowany!

Przed chwilą ważyłem swoją walizkę, ma zaledwie 8,5 kg. Niewiele lżejszy (4,9 kg) jest jednak bagaż podręczny w którym zabieram m.in. aparat i przewodnik.

Co wziąłem? Najważniejsze: paszport, voucher JRP, bilety lotnicze oraz wydruk z numerem ubezpieczenia zdrowotnego.

Poza tym oczywiście letnie ubrania (w Japonii w lipcu powinno być bardzo gorąco): pięć koszulek, 2 x krótkie spodnie i jedną parę długich, bieliznę, kilka par skarpetek, adidasy, sandały, ciemne okulary oraz czapkę.

Trochę podstawowych kosmetyków, jeden ręcznik, aparat, notebook, przewodnik Bedekera, rozmówki japońskie, przejściówkę elektryczną, telefon i ładowarkę.

Poza tym apteczkę, a w niej:  tabletki przeciwbólowe, plastry, leki przeciwbiegunkowe oraz tabletki na ból gardła.

Jutro przed południem jedziemy pociagiem do Warszawy, w poniedziałek wylatujemy do Moskwy, a wieczorem tego dnia z Moskwy do Tokio.

poniedziałek, 05 lipca 2010
Jeszcze tydzień

Do wyjazdu pozostał tydzień. Najchętniej zostawiłbym już pracę, której ostatnio miewałem zbyt wiele i wyjechał teraz. Z drugiej strony stresuje mnie trochę perspektywa kolejnego lotu. Nic to jednak z czym nie mógłbym sobie poradzić.

Na ile pozwala mi na to czas, czytam teraz i przeglądam przewodniki oraz strony internetowe o Japonii. Trochę ciekawych faktów, o których przeczytałem:

  • W Japonii niedopuszczalne są trzy rzeczy: nie wolno mydlić się w wannie, wchodzić w butach do domu lub świątyni oraz publicznie wycierać nos. Przy czym to ostatnie jest tak źle widziane, że należy tylko pociągać nosem i szukać odosobnionego miejsca aby się wysmarkać.
  • Przy powitaniu i pożegnaniu, kłaniamy się, przy czym liczba i głębokość ukłonów zależy od szacunku wobec osoby, do której są skierowane.
  • Podczas jedzenia pałeczkami, nie wolno wsadzać ich w ryż po zakończeniu posiłku. Gest ten kojarzy się Japończykom z kadzidlanymi pałeczkami, palonymi m.in. w czasie pogrzebów.
  • W Japonii nie istnieje praktyka dawania napiwków.
  • Choć upowszechniają się toalety zachodniego typu, najbardziej rozpowszechnione są typowe dla Azji toalety kucane. W toaletach publicznych nie ma papieru toaletowego. Należy przynieść go ze sobą, lub kupić w specjalnym automacie znajdującym się zwykle nieopodal drzwi.
  • W sytuacji alarmowej, należy wcisnąć czerwony przycisk, który znajduje się na telefonach, we wszystkich budkach telefonicznych. Numer na policję to 110, a na pogotowie ratunkowe i straż pożarną - 119.
  • W całej Japonii bezpiecznie pić można wodę z kranu, choć nie zawsze ma ona dobry smak.

Spotkaliśmy się dzisiaj z dwojgiem znajomych, którzy z Japonii niedawno wrócili i mogli podzielić się doświadczeniami. W wyniku tego spotkania zmodyfikowaliśmy nieco nasz plan. Jak się okazało zamek Himeji, który mieliśmy zwiedzać, znajduje się właśnie w remoncie. Jest całkowicie zamknięty, a z zewnątrz pokryty płachtami. Szkoda, bo na zdjęciach prezentował się pięknie. W tej sytuacji rezygnujemy z Himeji, a w zamian pojedziemy pewnie do Nagoji.

Japan Rail Pass

Japan Rail Pass to specjalny bilet kolejowy dostępny wyłącznie dla turystów zwiedzających Japonię. Upoważnia on do poruszania się pociągami japońskich kolei JR.

Biletu nie można zakupić w Japonii. Należy wykupić wcześniej specjalny voucher w autoryzowanym biurze podróży poza Japonią. Voucher ten wymienia się na bilet na miejscu w biurze JRP.

Aby dokonać wymiany należy wjechać do Japonii jako "Temporary visitor". Tylko osoby posiadające paszport z taką pieczątką mogą używać JRP.

Bilet występuje w dwóch odmianach: normalnej oraz zielonej na miejsca wyższej klasy. JRP można wykupić na okres jednego, dwóch lub trzech tygodni. Koszt 3-tygodniowego normalnego biletu to dla osoby dorosłej 57,700 jenów, czyli około 2 tys. złotych. O połowę tańszy jest bilet dla dziecka (od 6 do 11 lat). To wydaje się dużo, ale koszt szybko się zwraca. Przejazd ekspresem z położonych tuż obok siebie Kioto i Osaki, bez JRP, może kosztować nawet kilkaset złotych.

Voucher można wymienić na bilet w jednym z biur wymiany Japan Rail Pass. W rejonie Tokio znajdują się one między innymi na głównej stacji kolejowej, stacjach Ueno, Shibuya i Shinagawa oraz pierwszym i drugim terminalu lotniska Narita. Niezbędne jest oczywiście okazanie paszportu z pieczątką "temporary visitor".

Niestety nie ma możliwości zakupu vouchera na terenie Polski. Najbliższe biura znajdują się w Niemczech i Czechach. Istnieje jednak możliwość zakupu przez Internet, z której skorzystaliśmy. Vouchery zakupiliśmy w biurze Japan Travel Centre (link). Do Polski doszły po pięciu dniach.

Więcej informacji na stronie internetowej Japan Rail Pass.

11:51, jah78 , Japonia
Link
wtorek, 15 czerwca 2010
Tsuyu

Tsuyu to japońska pora deszczowa. Rozpoczyna się w pierwszej połowie czerwca i może trwać 5-6 tygodni. Im bardziej na południe Japonii, tym wcześniej występuje.

Powinna więc zakończyć się mniej więcej w czasie gdy rozpoczniemy naszą wyprawę. Powinna, ale równie dobrze może się przesunąć lub przedłużyć.

Pocieszam się informacjami znalezionymi w Internecie: "W czasie pory deszczowej nie pada każdego dnia. W czerwcu w Tokio występuje średnio 12 deszczowych dni...".
Również Japończyk, z którym miałem okazję zamienić kilka słów na temat naszego wyjazdu, uspokajał mnie. Podobno 12 lipca będzie już po porze deszczowej. W zamian mają nas jednak czekać tropikalne, wilgotne upały.
120 dni w Szanghaju

Wyjazd od Japonii coraz bliżej. Tymczasem zapraszam do czytania mojego starego bloga i relacji z pobytu w Szanghaju. A także wypraw do Guilin i Yangshuo, Pekinu, Hangzhou z jego pięknym Zachodnim Jeziorem, do Nankinu i ogrodów Suzhou, do Hongkongu i Makau, na świętą górę i wyspę Putuoshan, do Changzhou nad Wielkim Kanałem, w góry Tianmu i Mogan oraz chińskich miast na wodzie Wuzhen i Tongli.

sobota, 05 czerwca 2010
Telefony i prąd elektryczny w Japonii

Telefony GSM w Japonii nie działają. Obowiązującym standardem jest stosowany wyłącznie w tym kraju PDC. Istnieje jednak możliwość korzystania z telefonii komórkowej trzeciej generacji (3G), w Japonii powinny więc działać telefony przystosowane do technologii UMTS. Z opowieści kolegi, który był na miejscu jesienią zeszłego roku wynika, że telefon z UMTS, zakupiony w Polsce, faktycznie działał.

Z tego FAQ wynika niestety, że turyści nie mają możliwości zakupu kart pre-paid. Cudzoziemcy mogą kupić kartę wyłącznie po okazaniu Alien Registration Card. Kontaktując się między sobą na miejscu, będziemy więc skazani na drogie, roamingowe rozmowy i SMS-y.

W roamingu Ery koszt wysłania SMS-a z Japonii to 1,49 PLN. 9,90 PLN kosztuje minuta rozmowy wychodzącej, 4,90 natomiast minuta rozmowy przychodzącej. Użytkownicy Ery będą korzystać na miejscu z sieci NTT DoCoMo i SoftBank Mobile.

Znaczne różnice występują także w zasilaniu sieci energetycznych. W japońskich sieciach płynie prąd o napięciu 100 V. Częstotliwość prądu sieciowego wynosi (zależnie od regionu) 50 lub 60 Hz. Przed wyjazdem do Japonii trzeba więc upewnić się, że urządzenia elektryczne które zabieramy przystosowane są do pracy w tych warunkach.

Także obowiązujące standardy wtyczek różnią się od europejskiego. Z opisu na tej stronie wynika, że używane są typy A i B. Należy więc zaopatrzyć się w odpowiednią przejściówkę.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
stat4u