Wpisy z tagiem: kioto

wtorek, 20 lipca 2010
Filmy z Gion Matsuri

Na chwilę wrócę jeszcze do Kioto i festiwalu Gion Matsuri. Na początek stoisko na którym przygotowywano okonomiyaki:

Japończycy modlący się przed świątynią:

Scena, na której odbywały się tradycyjne tańce:

 

sobota, 17 lipca 2010
Ostatni dzień w Kioto

Zamek NijoDzisiaj opuściliśmy Kioto. Zanim to jednak nastąpiło zwiedziliśmy Zamek Nijo, później zaś udaliśmy się pod Pałac Cesarski. Tego ostatniego jednak nie widzieliśmy od środka, bo aby go zwiedzać trzeba otrzymać pozwolenie i umówić się na konkretny dzień.

Po południu byliśmy jeszcze w Międzynarodowym Muzeum Mangi. Moim zdaniem nic szczególnego. Była to właściwie ogromna kolekcja mang do przeglądania i czytania na miejscu. Znacznie ciekawsza była ekspozycja czasowa, za którą zapłaciliśmy dodatkowo. Obejrzeliśmy na niej kolekcję lalek i figurek, od najstarszych, po te współczesne, prezentujące postacie z mang i filmów.

Potem zjedliśmy jeszcze świetny smażony makaron, po czym odjechaliśmy shinkansenem do Fukuoki.

Galeria zdjęć z dzisiejszego dnia.

Dodatkowo:


  • kilka zdjęć z pierwszego dnia w Kioto,
  • i shinkanseny na dworcu w Kobe.
piątek, 16 lipca 2010
Gion Matsuri

Samurajowie na Gion MatsuriPo południu udaliśmy się pod świątynię Yasaka, gdzie odbywa się właśnie coroczny festiwal Gion-Matsuri. Finalny pochód, który odbędzie się jutro, niestety opuścimy. Jednak także dzisiaj warto było to zobaczyć.

Tłumy Japończyków i Japonek, często w tradycyjnych strojach przybywa by się pomodlić, ale też by bawić się. Wokół świątyni rozłożono masę straganów z przekąskami. Powstała specjalna scena, na której można było oglądać teatr i taniec. W pewnym momencie na miejsce wmaszerowała grupa samurajów.

Po zmroku przebywało tam setki ludzi, a kolejne napływały jeszcze ulicą Keihan-Shijo, zamienioną w ogromny deptak.

Galeria zdjęć.

Nara

Nara jest niewielkim miastem położonym na południe od Kioto. W odległej przeszłości, jeszcze przed Kioto, przez pewien czas była stolicą Japonii. Słynie przede wszystkim z ogromnego posągu Buddy.

Daniele z NaryTrasę z Kioto do Nary pociąg pospieszny pokonuje w 40 minut. Większość atrakcji znajduje się na wschód od centrum, w Parku Nara. Położonych jest tu kilka świątyń, żyją tu także setki półdzikich danieli. Włóczą się one po całym parku, a nawet wychodzą na ulice miasta, kompletnie nie bojąc się ludzi. Można je karmić specjalnymi ciasteczkami, kupowanymi za 150 jenów.

Nasze pierwsze spotkanie z danielami było niefortunne. Jeden z danieli, zawiedziony brakiem ciasteczek, pożarł zdobytą chwilę wcześniej mapę. Mam nadzieję, że mu nie zaszkodziło. Widziałem później, że te daniele jadły korę drzew, więc pewnie nie. Szkoda też nie była wielka, dzięki czytelnym drogowskazom i drugiej mapie przywiezionej wcześniej z Kioto.

W Narze zwiedziliśmy najpierw świątynię Kasuga, z ogromnym tysiącletnim drzewem. Świątynia jest bardzo piękna, zbudowana delikatnie i harmonijnie. Stanowiło to duży kontrast ze świątynią Todaiji, do której udaliśmy się później. Ta była po prostu monumentalna, z gigantyczną bramą. Nie może być jednak inaczej, gdyż kryje ona 16-metrowy posąg Buddy. Tu w przeciwieństwie do buddyjskich świątyń w Chinach, swobodnie można było robić zdjęcia.

Na koniec udaliśmy się jeszcze pod pagodę To-Kondo, a później z powrotem do Kioto.

Galeria zdjęć.

czwartek, 15 lipca 2010
Sagano, Zachodnie Kioto

Nasz japoński pokójTego dnia wyprowadziliśmy się też z hostelu w okolicach dworca i wprowadziliśmy do hostelu Bola Bola, na zachodzie Kioto, w dzielnicy Sagano.

Nowy hostel jest super. O ile pierwszy przypominał hostele europejskie to drugi mieści się w zwykłym japońskim domu. Pokoje wyłożone są matami tatami. Nie ma łóżek, pościel rozkłada się na macie. Przed wejściem do toalety należy zdjąć normalne kapcie (konieczne w japońskim domu) i założyć specjalne łazienkowe. Właściciele mieszkają na piętrze, na parterze znajdują się pokoje gości.

Pewnym minusem wydawała się odległość od centrum. Ale to też nie jest problemem. Niedaleko od hostelu znajduje się stacja JR Uzumasa, z której na centralny dworzec Kioto jedzie się mniej niż 10 minut. Poza tym, tuż obok, są jeszcze stacje kolejki miejskiej.

Dzielnica jest jak osobne miasteczko. Znajduje się tu wszystko co potrzebne mieszkańcom. Jest tu kilkadziesiąt sklepów i małych restauracji. Domy są niskie i skupione wokół wąskich uliczek. I prawie każdy ma piękny, choć mały ogródek. Dzielnica pocięta jest liniami kolejowymi. Jest normalna kolej JR, ale też kilka linii tramwajowych. Linie tramwaje tutaj w ogóle nie biegną ulicami, ale mają osobne trasy. Co więcej na skrzyżowaniach torowisk i ulic znajdują się zapory, jak na przejazdach kolejowych.

Most TogetsuPóźne popołudnie spędziliśmy na zachodzie Kioto, w okolicach stacji JR Saga Arashiyama. Przeszliśmy pod świątynię Nomiya, potem przez bambusowy las, do parku Kameyama. Bardzo piękna okolica. Dalej wzdłuż rzeki Katsura, po ostatnich deszczach bardzo wzburzonej, do mostu Togetsu. Następnie wróciliśmy w okolice swojego hostelu.

Na kolację poszliśmy do baru okonomiyaki Tokayaki, polecanym przez nasz hostel. Okonomiyaki tutaj było naprawdę pyszne, jeszcze lepsze od tego zjedzonego wczoraj na dworcu. Wprowadziliśmy tylko niewielką modyfikację do specjalności zakładu, prosząc o wieprzowinę zamiast ośmiornicy. Przy wejściu do drugiego pokoju w barze, musieliśmy zdjąć buty, jak w zwykłych japońskich domach. Siedzieliśmy na matach przy niskich ławach, a rodzina prowadząca bar bardzo się nami przejęła. Patrzyli na przykład czy na pewno radzimy sobie z pałeczkami.

Galeria zdjęć.

środa, 14 lipca 2010
Fushimi Inari

Fushimi InariPogoda w Kioto niestety fatalna. Trochę popsuło nam to plany, ale nie do końca. Postanowiliśmy mimo wszystko nie marnować czasu i coś zwiedzać. Pominęliśmy jednak na razie zabytkowe centrum, pozostawiając je na później, a pojechaliśmy na południe miasta do chramu Fushimi Inari.

Fushimi Inari to świątynia Inari, bogini ryżu i rolnictwa. Znajduje się nieopodal stacji kolejowej Inari, przy drodze do Nary.

Jeden z wielu lisówWokół świątyni na wzgórzu Inariyama rozciąga się czterokilometrowa aleja czerwonych bram torii. Znajduje się tu także nieliczona liczba posągów lisów, które były uważane za wysłanników bogów.

Zwiedzanie rozpoczeliśmy w drobnym deszczu. W połowie drogi deszcz zamienił się w ulewę, a potem rozpętała się burza. Po zboczach Inariyamy spływały potoki wody i unosiły się obłoki mgły.

Na stację kolejową wróciliśmy około pierwszej, a potem czekaliśmy długo, bo pociągi lokalne były opóźnione (być może z powodu burzy) o przeszło godzinę. Tak, w Japonii też się to zdarza. Choć chyba tylko pociągom lokalnym.

Galeria zdjęć z Fushimi Inari.

wtorek, 13 lipca 2010
Przyjazd do Kioto

Drugi lot miałem nowym A330. Było nieźle, lepiej niż u Niemców z Lufthansy, poza jednym mankamentem. Samolot miał system rozrywki dla pasażerów: filmy i proste gry komputerowe do wyboru na ekranach umieszczonych przy siedzeniach.

System ten był oparty na jakimś Linuksie i co pewien czas się wykrzaczał. Raz zdawało się nawet, że wpadł w cykliczny restart, z którego już nie wyjdzie. Było to nawet zabawne, gdy załoga wydawała polecenia, aby niczego nie wciskać w czasie restartu.

Lot był też jednak bardzo długi. Po kilku godzinach miałem dość, a cała podróż trwała około dziewięciu i pół godziny.

Formalności na granicy japońskiej trwały właściwie chwilę. Zostaliśmy wypytani, czy nie wwozimy aby "bad drugs" po czym nas wpuścili. Zaraz potem na lotnisku Narita wylegitymowali nas policjanci. Jak się później okazało, jakaś szkoła policyjna czy coś podobnego miała takie zajęcia praktyczne. Szukali obcokrajowców a potem ich spisywali. Ale tego dowiedzieliśmy później, od drugiej napotkanej pary. Pierwsza "kontrola" troszeczkę nas zszkowała.

Potem wymieniliście vouchery na bilety JRP. Bez żadnych problemów, pani w biurze Japan Railways była bardzo miła, wyszukała nawet dla nas miejscówki na pociąg do Kioto. Pół godziny po lądowaniu na Naricie mieliśmy już bilety kolejowe i rozpisany dokładnie plan podróży.

Pojechaliśmy najpierw pociągiem z Narity na dworzec Shinagawa. W pociągu przysiadł się do nas starszy pan, który próbował rozmawiać z nami po francusku i angielsku oraz ze wszystkich sił chciał być pomocny. Pokazał najpierw jak odwrócić siedzenie o 180 stopni, żebyśmy mogli usiąść naprzeciw siebie. Potem opowiadał o tokijskich stacjach kolejowych i różnych szczegółach wypisanych na biletach. Mówił też trochę o sobie, a tym jak był we Francji cztery raz, raz na jakiejś czterdziestodniowej pielgrzymce.

Wnętrze ShinkansenaNa Shinagawa przesiedliśmy się do ekspresu (Shinkansena) do Kioto. Pociągi tutaj są niesamowite. Niemal pusty ekspres zawiózł nas do Kioto w niecałe trzy godziny. Dojechał punktualnie.

W drodze podziwiałem japońskie krajobrazy, ale ponieważ po nocy w Warszawie i samolotach byłem już koszmarnie zmęczony, więc przez większą część drogi przysypiałem. Droga była dla mnie ciągiem urwanych obrazów. Para dzieci w szkolnych mundurkach pod jednym wielkim parasolem, przystań łodzi rybackich, mgła unosząca się nad górami, fabryki i miasteczka. Część zabudowań na wsi z tradycyjnymi podkręconymi dachami. Wśród zabudowań czasem niewielkie świątynie. Miasta zabudowane bardzo ciasno. Co mnie jednak zdumiało nie ma tu wielu wysokich budynków.

Kioto przywitało nas deszczem. Z czasem zrobiło się jeszcze gorzej. W tej chwili za oknem leje jak z cebra. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej, na tyle przynajmniej żebyśmy zdołali stąd wyjść.

Na kolację zjedliśmy pyszne okonomiyaki, w zakątku restauracji, na IX piętrze dworca kolejowego.

Do hostelu nie można wchodzić w butach. Zostawiamy je przy wejściu i wkładamy specjalne klapki.

Na miasto na razie zabrakło sił. Wygląda ciekawie, mniejsze uliczki są ciasne z drewnianą zabudową. Przy domach czasem buddyjskie ołtarzyki. Na każdym rogu przynajmniej jeden automat z napojami. Automatów w ogóle jest pełno, ale mieliśmy problem ze znalezieniem bankomatu. Udało się w końcu, ale nie w obok banku, ale w lokalnym sklepie Seven Eleven.

stat4u